Skrył jej dłonie w swoich dłoniach. Zmarznięte i drżące uniósł ku górze całując czule. Przytulił ją muskając ustami lśniące włosy. Uśmiechnął się smutno czując jak przywiera mocno do niego i jak przyśpieszony dotąd oddech uspokaja się, a drżenie powoli ustępuje. Jaki spokój ją ogarnia powodowany jedynie ciepłem jego ciała… A przecież to lada moment miało się skończyć. Lada moment każde z nich miało pójść w swoją stronę. Z zamyślenia wyrwał go jej cichutki szept:
- Słyszysz? Wiatr dziś zawodzi tak smutno… Tak jak gdyby wiedział. Jak gdyby rozumiał…
On też to wyczuwał. Aura, która otaczała tych dwoje była tego popołudnia wyjątkowo przejmująca. I choć nastała już późna wiosna i słońce dawno wybudziło ze snu zimowego tę okolicę to dziś… "Dziś" rządziło się zdecydowanie własnymi prawami…